Najpierw ostatnie wspomnienia Wielkanocy, ktora bardziej przypominala Boze Narodzenie, biorac pod uwage ilosc sniegu.
A na swiecie dalej zimno, chwilami deszczowo niestety, dobrze, ze chociaz mroz ustapil, ale jeszcze w poniedzialek zamarzly mi przerzutki w rowerze.
Jakis czas temu nabylam, wcale nie tanio, wloczke bedaca paskiem dzianiny, nieco elastycznej, szczerze mowiac niezbyt tani to surowiec, zwlaszcza ze pochodzi z odpadow przy produkcji t-shirtow czy innych tego typu wytworow. Kupilam dwa takie zwoje i w koncu zrobilam z nich pokrowce na waleczki, ktore z kolei za grosze kupilam w sklepie z uzywanymi rzeczami. Zuzylam material praktycznie co do centymetra, a efekt jest taki:
W ogole weszlam w okres poduszkowy, nakupilam poduszek, poza tym mam taki okragly fotelik, czerwony, wiec zupelnie nie pasuje mi do pokoju, zatem chce zrobic na niego przykrycie. Jestem tez w trakcie robienia zazdrostki na okno w pokoiku moim no i oczywiscie pracuje nad
moja narzuta. Strona wierzchnia skonczona, bo materialu nawet wiecej nie ma, ale po malutku robie sobie kwadraty na drutach, idzie piaty, a ma byc ich ze 30. Myslalam nawet, by zatrudnic moja babcie do tych kwadratow, ale nie wiem, czy to ma sens. No i materialu tez nie mam tyle, ile by bylo potrzeba. Jezeli w ogole kiedykolwiek uda mi sie ja skonczyc, to bedzie bardzo ciezka. Poniewaz to narzuta, a nie pled, to chyba nie przeszkadza.
Poza tym jestem w trakcie robienia wielu naraz dekupazowych rzeczy. Jezeli mozna tak sie wyrazic, to weszlam w okres turkusowy czy cos w tym stylu. Ale o tym bedzie w nastepnym rozdziale...