Followers

czwartek, 23 maja 2013

Turkusowy oraz motywy z Green Gate

To jeszcze nie koniec serii, ale oto kolejne sztuki
Okrągłe kartonowe pudełko, te róże nie są najlepsze, ale cóż na błędach się człowiek uczy
Duża puszka po cukierkach Quality Street, reliefowa przykrywka była pewnym wyzwaniem, ale efekt, uważam, jest całkiem ok
Konewka wyszła natomiast całkiem fajnie
Wielka drewniana klamerka ma niestety rozciągniętą sprężynę, utraciła zatem całkowicie swoją funkcjonalność
Taca z motywem Green Gate mam nadzieję nie tylko będzie zdobić ale i służyć do przenoszenia - jest całkiem spora i ma dobry, kwadratowy kształt

No i donica z motywem Green Gate do kompletu
Oto wszystkie ostatnio wykończone przedmioty razem
A tak spróbowałam wykorzystać je na oknie, niestety słabe, ciemne zdjęcie, trudno jest zrobić pod światło

środa, 15 maja 2013

Okres turkusowy.

Ten kolor nieustannie i bardzo podoba mi się. Będzie jeszcze sporo rzeczy w tej kolorystyce, gdyż namieszałam go sporo. Najpierw był dosyć ciemny, intensywny, potem domieszałam bieli, więc jest go jeszcze więcej.  Kolor chyba nieustannie modny, występuje w produktach green Gate i zresztą nie tylko. Oto pojedyncze sztuki, które udało mi się zakończyć, ale mam całkiemwiele w trakcie, więc to nie koniec zdjęć. Będą sobie przychodzić pomału w miarę zakańczania.
Doniczka
Puszka po kawie
Wiaderko



piątek, 10 maja 2013

Kołnierzyk

Mam taką dobrą koleżankę, która poprosiła mnie o szydełkowy kołnierzyk. Ponieważ wyjeżdżałam, to szybko szybko próbowałam coś znaleźć i niestety, wzór, który wynalazłam nie był za dobry, więc kombinowałam, rzeźbiłam w brązowej substancji i wyszło to co niżej. Jak dla mnie średni udane, bardziej kryza niż kołnierzyk, koraliki kiepsko dobrane, bo prawie nie widać. Nie jestem szczególnie zadowolona, ale wysłałam już. Nastepny postaram się zrobić lepiej, będę posiłkować się radami Antoniny. 

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Śliniaczek dla dziewczynki

Wczoraj była u nas przyjaciółka - zostawiła swojego pieska, który będzie z nami w czasie jej urlopu. Tylko czekać, kiedy urodzi jej się wnuczka, termin właściwie już jest. Wspomniała, że fajnie byłoby, gdyby wnusia dostała szydełkowy śliniaczek, więc go zrobiłam.





  

To dla jej pierwszego wnuka zrobiłam karuzelę i wiele innych zabawek szydełkowych.

W 2011 roku wychodziła za mąż wujcia siostra, już wtedy wg. dawnych standardów stara panna (wtedy 35 lat), za jeszcze starszego kawalera (42 lata). Do ślubu umyślili sobie jechać naszym samochodem, ale zaproponowaną dekorację - lalkę Barbie w szydełkowej sukni (taki sobie oldschool wymyśliłam) odrzucili z pogardą. Przykro mi bylo.
Ona mieszkała w naszym polskim mieszkaniu, tylko za opłaty, które są niewielkie. Po ślubie postanowili tam zostać, jednak w zeszłym roku w grudniu wyprowadzili się.
Zatem na gwiazdke byliśmy znowu sami u siebie. Szukając czegoś w szufladzie pod łóżkiem natknęłam się na zmięty i stłamszony szydełkowy sznurkowy koszyczek i szydełkowe jajka, które dałam im przy okazji Wielkanocy. Znowu bylo mi przykro, moglam przeciez dac komus, kto by sie ucieszyl.
Teraz będą chrzciny dziecka i choć urocze wydają mi się różne szydełkowe zabawki, ubranka itp. dla niemowlaków, nie zrobiłam nic - po prostu wiem, że nie każdy lubi i docenia, a może chodzi o to, że to ja? W ogole sie na nich zacielam i na te chrzciny nie chce mi sie jechac jak nie wiem co, a wujcio sie na mnie zlosci, ze przesadzam. On ma byc chrzestnym. Pewnie by chcial, bym cos zrobila, ale wie, ze nawet nie ma co wspominac.
No cóż, jestem wredna, pamiętliwa i małostkowa i choc rozumiem, ze niektorzy wala afront za afrontem tylko dlatego, ze w ogole sie nad tym nie zastanawiaja i nie rozumieja, o co komus chodzi, to jakos trudno mi to przyjac za dobra monete. Wiem, to moja wina ale nie moge sie przelamac.
Tak sie wiec pozalilam.


 


poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Moje filiżanki do herbaty

Zainspirowana przez Monikę postanowiłam również uporządkować fotograficznie i pokazać moją kolekcję filiżanek do herbaty, które lubię i zbieram. Ze względu na brak miejsca postawiłam sobie pewne ograniczenia: że kolekcjonuję tylko filiżanki do herbaty (bo do kawy mam dość, a używa się niezwykle rzadko) i kupuję je tylko, gdy są w bardzo przystępnej cenie. Dzięki temu moja kolekcja rośnie powoli.
A należą do niej:

Dwie malutkie filiżaneczki Rosenthal Victoria plus mlecznik. Bardzo malutkie, więc niezbyt praktyczne, ale za to przecudne.


To już pełnowymiarowa, biała ze złoceniami, filiżanka mniej znanej niemieckiej firmy Tielsch-Altwasser - a to dlatego, że po wojnie fabryka znalazła się w Polsce i nazywa się Wałbrzych. Sądząc po logo, filiżanka została wyprodukowana między 1931-1939



A to filiżanka z Royal Doulton - dosyć zniszczona, jednak bardzo mi się podoba. Sądząc po logo, została wyprodukowana pomiędzy 1902-1922
Royal Doulton marks
  Royal Albert - to chyba filiżanka, sądząc po kształcie, bardziej do kawy. Nie taka stara, prawdopodobnie wyprodukowana w okresie 1960-70.

A to chyba pierwsza z mojej kolekcji, kupiłam ją na wyprzedaży garażowej w Kanadzie


 Ta filiżanka poniżej to chyba porcelana niższej klasy, typu do codziennego użytku


A to filiżanki no name, bez żadnego logo, ale podobały mi się, a przede wszystkim są całe białe, bez logo, więc nadają się do zmywania w zmywarce. Zwłaszcza, że mam serwis do kawy Chodzieży Kamelia - filiżanki ze spodeczkami, talerzyki deserowe, mlecznik, dwa dzbanki - do kawy i herbaty, cukiernicę talerz do ciasta i trzy półmiski. Takie filiżanki mam trzy sztuki. 


A to trzy z Bavarii 





Napotkałam swego czasu kilka filiżanek (w dwóch wielkościach) do kawy ze spodeczkami oraz cukiernicę z serii Maria Rosenthala - białe, bez złoceń i ze względu na wyjątkowo niską cenę nie mogłam się oprzeć. Nie wiem, czy udało mi się właściwie je zidentyfikować, ale pochodzą chyba z lat 1930-tych lub 40-tych

piątek, 12 kwietnia 2013

Czy to aby na pewno juz kwiecien?

Najpierw ostatnie wspomnienia Wielkanocy, ktora bardziej przypominala Boze Narodzenie, biorac pod uwage ilosc sniegu.


A na swiecie dalej zimno, chwilami deszczowo niestety, dobrze, ze chociaz mroz ustapil, ale jeszcze w poniedzialek zamarzly mi przerzutki w rowerze.

Jakis czas temu nabylam, wcale nie tanio, wloczke bedaca paskiem dzianiny, nieco elastycznej, szczerze mowiac niezbyt tani to surowiec, zwlaszcza ze pochodzi z odpadow przy produkcji t-shirtow czy innych tego typu wytworow. Kupilam dwa takie zwoje i w koncu zrobilam z nich pokrowce na waleczki, ktore z kolei za grosze kupilam w sklepie z uzywanymi rzeczami. Zuzylam material praktycznie co do centymetra, a efekt jest taki:
W ogole weszlam w okres poduszkowy, nakupilam poduszek, poza tym mam taki okragly fotelik, czerwony, wiec zupelnie nie pasuje mi do pokoju, zatem chce zrobic na niego przykrycie. Jestem tez w trakcie robienia zazdrostki na okno w pokoiku moim no i oczywiscie pracuje nad moja narzuta. Strona wierzchnia skonczona, bo materialu nawet wiecej nie ma, ale po malutku robie sobie kwadraty na drutach, idzie piaty, a ma byc ich ze 30. Myslalam nawet, by zatrudnic moja babcie do tych kwadratow, ale nie wiem, czy to ma sens. No i materialu tez nie mam tyle, ile by bylo potrzeba. Jezeli w ogole kiedykolwiek uda mi sie ja skonczyc, to bedzie bardzo ciezka. Poniewaz to narzuta, a nie pled, to chyba nie przeszkadza.

Poza tym jestem w trakcie robienia wielu naraz dekupazowych rzeczy. Jezeli mozna tak sie wyrazic, to weszlam w okres turkusowy czy cos w tym stylu. Ale o tym bedzie w nastepnym rozdziale...

sobota, 23 marca 2013

Za tydzień Wielkanoc, a za oknem dużo, dużo śniegu

Chciałabym taką Wielkanoc, żeby można było usiąść w ogródku, popatrzeć na wiosenne kwiaty, poczuć zapach wiosny. Wygląda na to, że w tym roku raczej będzie można ulepić bałwana.

Ale nie o tym chciałam - piszę tak szybko po poprzednim poście, bo Ania-Hrabina pyta mnie, jak robię i zaklejam dziurki w jajkach.
Jeżeli chodzi o robienie dziurek w jajkach, to był to problem jak zrobić równą, okrągłą dziurkę w jajku. Próby były różne - cienkie wiertełko, nóż oczywiście - niezbyt efektywnie. Choć zarządziłam zbieranie wydmuszek już od lata (gotowaniem generalnie zajmuje się Wujcio), nie było to zbyt efektywne. Aż któregoś razu wpadłam na pomysł, by dziurki robić rozwiertakiem do koralików, który kiedyś kupiłam, nie pamiętam gdzie.
Znalazłam w necie takie urządzenie, moje jest dużo mniej solidne, ale sprawdza się idealnie. Najpierw nakłuwam jajko naułuwaczem do jajka, jaki używa się do gotowania, by skorupki nie popękały, a ponieważ koniec szpikulca do rozwiercania jest cienki, to idzie jak po maśle. Po wykończeniu pisanki dziurkę zaklejam nakładką na koralik, najlepsze są najbardziej bylejakie, kupuję je tanio w sklepie Tiger, tak wyglądają. Uprzednio przeciągam przez nie zawieszkę i przyklejam za pomocą super glue.
A jak dziurka się nie uda i jest za duża, to też da się coś z tym zrobić - po prostu przed pomalowaniem przyklejam mały kawałek serwetki, ewentualnie 2-3 warstwy, by dziurkę zakryć, następnie maluję, a jak się nałoży kilka warstw lakieru, to trzyma się dobrze i wygląda estetycznie.





A to doniczki, kolorystyka inspirowana niektórymi produktami Green Gate:

Parę drewnianych zakładek:
Nie zabrakło też szydełkowych jajeczek, tym razem niektóre z guziczkami:
A to niżej wersja specjalna, dla naszego przyjaciela, który jest fanem klubu piłkarskiego FC Chemnitz, w kolorach drużyny.

Moje serwetki do koszyczka ze święconką:
i jedna, która wyszła trochę za duża:
A tego misia zrobiłam dla pewnej 11-latki, która bardzo poważnie choruje i jest w trakcie ciężkiego leczenia. Mimo to jest pogodna i dzielnie znosi powikłania.

A to pudełko, którego wykańczanie zajęło mi bardzo dużo czasu.Na wieczku obraz Henyka Weysenhoffa, kresowego malarza, LItewskie zacisze, z 1908 roku, sam obraz zaginął, ale był on wykorzystany na wydanej w Krakowie pocztówce. Jako miłośniczka niedźwiadków, miśków i misiaczków, nie mogłam jej się oprzeć.








Jutro Palmowa Niedziela - trudno w to uwierzyć, ale tak właśnie jest. Najlepszego!

niedziela, 17 marca 2013

Nie było mnie tu tak bardzo dawno,

co oczywiście wcale nie oznacza, że nie robótkuję, wręcz, rzec można, przeciwnie

Na samym początku roku zrobiłam coś, co mój tato nazywa pułapką na mole - już kiedyś coś podobnego zrobiłam i bardzo spodobało się mojej mamie.


Na święta wielkanocne wybieramy się do przyjaciół - mają trzyletnią córeczkę, dla której zrobiłam szydełkową laleczkę

oraz sukieneczkę, która na długość jest dobra, ale niestety troszeczkę zbyt szczupła - sukieneczkę przekazałam dziewczynce wcześniej, żeby już miała

Trwa również u mnie produkcja pisanek z wydmuszek, będę ich miała ponad 50


Niestety, wydmuszek nie da się wysłać pocztą, za delikatne są, więc zrobiłam też płaskie drewniane jajeczka

Do tego jeszcze dla przyjaciół serwetki do koszyczka