Followers

poniedziałek, 7 października 2013

Październik - też i grzyby

Ale i pewne dokończone robótki. W tej chwili mam kilka robótek rozpoczętych i tak skaczę od jednej do drugiej. 
Z tego, co skończyłam, to kupiona jeszcze na urlopie niciarka - ostatni przedmiot w turkusie, gdyż wraz z jej pomalowaniem wykończyłam resztkę namieszanej farby. Motyw rzecz jasna z Green Gate. Prawdę mówiąc fajnie wyglądają turkusowe akcenty porozkładane tu i tam.

Sporo było przy niej pracy - pomalować, ozdobić a następnie wylakierować każdy pojedynczy element. Z efektu jestem zadowolona.

Moja przyjaciółka ma pieska - gryfonika brukselskiego, który został wytrymowany i teraz biedaczysko marznie. Jest jeszcze małym szczeniaczkiem. Zrobiłam mu kubraczek, który mam nadzieję będzie pasował, ale tego jeszcze niestety nie wiem, bo robiłam bez modela. 

Jak jest jesień, to powinny być grzyby, ale nie zawsze są. W zeszłym roku praktycznie prawie nie było.
A w tym roku - bez zatrzęsienia, ale zbiory uważam za satysfakcjonujące.
Zacznę od pokazania grzybów stosunkowo rzadkich na terenach, gdzie zwykłam grzyby zbierać.
Pierwszy z nich wygląda następująco:
Mam wątpliwości, co do jego oznaczenia, gdyż mam dwa typy - borowik ceglastopory i borowik ponury. Główna różnica między nimi polega na tym, że ten pierwszy nie ma siateczki. 
Oba są chyba jadalne (różnice między źródłami), z tym że borowik ponury czasem występuje jako trujący o działaniu na przewód pokarmowy. Tak czy siak, oba mogą wywołać zatrucia (raczej nie śmiertelne) spożyte na surowo. Ale zwykły, najzwyczajniejszy podgrzybek brunatny też nie nadaje się do spożycia w stanie surowym (zwłaszcza przez dzieci).

Drugi z nich jest na pewno jadalny i żałuję, że z lasu przyniosłam tylko trzy - zabrałam do oznaczenia, nie byłam pewna co to jest. Teraz już wiem.
To borowiec dęty. Jak się okazuje, w Polsce chroniony. 

W tym roku udało się nazbierać trochę prawdziwków, które zazwyczaj suszę.
Pierwszy zbiór, sprzed tygodnia:
I drugi zbiór, z tego weekendu:

wtorek, 10 września 2013

Jesień idzie, nie ma na to rady

Niestety, czas wakacyjny definitywnie się zakończył, urlop to już tylko wspomnienie, wczoraj było wieczorem tak ciemno, że zapaliłam świece. 

W tym roku decoupażowałam na urlopie, zabrałam ze sobą sprzęt, ale niestety - wszystko rozdałam, zapomniawszy uprzednio sfotografować.

Jeżeli chodzi o robótki zakończone przed urlopem, to parę jest, przede wszystkim na życzenie mojego taty "galeria" do domku na działce.  Różnego rodzaju obrazki, o tematyce religijnej i nie tylko. Lubię motywy religijne, gdyż są one wykładnikiem naszej chrześcijańskiej kultury europejskiej. Budowle sakralne i ich wyposażenie to nie tylko cenne, ale i ogólnodostępne dziedzictwo kultury.
Dlatego mam serie ikon, Madonny Rafaela, Chrystusa w różnych wariantach. 
Martwe natury i landszafty też cieszą oko.

Fajną, rustykalną ozdobą są plastry drzewa z naklejonymi motywami - uzyskałam parę takich plastrów i na pewno zrobię kolejną serię. A na początek były dwa
Dobrze, że mamy znajomego gospodarza, który dysponuje różnymi narzędziami i z łatwością ukroił parę takich plasterków.
Ponieważ oddałam abażur z jednej z lamp, musiałam szybko dorobić - tym razem w ogólnej kolorystyce pokoju, niebieskiej.
W szydełkowych robótkach też ruch, ale trochę robię tego, trochę owego, zatem nic na razie jeszcze nie zakończyłam. 
W dekupażu też ruch w interesie, zakupiłam znowu niezliczoną ilość serwetek, a także mam zamiar spróbować dekupażu na materiale. W ogóle wiele projektów czeka, nie wiadomo za co się zabrać, a niedługo już czas się zrobi na ozdoby świąteczne!i


niedziela, 28 lipca 2013

Sierpień mamy

Z jednej strony lato ucieka, z drugiej, urlop się zbliża, więc uczucia ambiwalentne.
Najpierw seria turkusowa, tym razem z motywami Green Gate, coś w rodzaju paterki, mała tacka plus taki pojemniczek - na rośliny doniczkowe wstępnie przewidziany?

A oto 3 pudełeczka (mieszczą się jedno w drugie) wiosenne motywy, dla przyjaciółki
Coś na drutach, a mianowicie poszewka na poduszkę na kanapę. 
A moja przyjaciółka nabyła sobie pieska, gryfonika brukselskiego, wiec zrobiłam szczeniaczkowi zabaweczki - aporcik oraz coś, co w zamyślemiało być misiem, przypomina może nieco kota, więc nazwałam go Miksokretem
Jestem w trakcie produkcji mnóstwa obrazków, nie tylko o tematyce religijnej, ale również kwiatowej, tackę robię, dzbanek, doniczki, po prostu wszystko. Wiele na wynos, naturalnie



piątek, 12 lipca 2013

Połowa lipca za pasem

Szybko, szybko ucieka lato, tak jest zawsze... Cieszyć się zatem trzeba każdym jego dniem.
Od tygodnia pogoda jest nareszcie letnia, słoneczna.
Moja przyjaciółka ma wnuczkę, w niedzielę był chrzest, więc udziergałam grzechotkę dla malucha:
Podobno dziewczynka jest tak mądra, że już się nią bawi.
Z kolei koleżanka kupiła sobie na starociach lampę, ale abażur nie był najpiękniejszy, więc zastąpiony zostanie szydełkowym. Tak wygląda póki co naciągnięty na stary materiał

piątek, 5 lipca 2013

Lato znaczy goście

i dlatego nie piszę, nie komentuję, w ogóle czasu mam mało, bo w robocie, jak to latem połowy ludzi nie ma, więc zadań jest więcej.

Parę rzeczy popełniłam - na przykład ubranko na termosik - moja mama zażyczyła sobie termosik półlitrowy lub coś około tego, by móc sobie popijać cały czas ciepłą herbatkę. Koniecznie oczywiście ze staroci, no i żeby był tani i żeby miał kształt dzbanka. Nie jest to niestety proste, bo półlitrowe termosiki dzbanuszki to niełatwa rzecz, ale udało mi się znależć taki jeden w kolorze czerwonym. Podobał mi się jednakowoż średnio, zatem postanowiłam go nieco ozdobić.


I taki oto mamy efekt.

Z dekupażu mam zaczęte sporo, ale ze względu na gości, gości, gości w ciągu ostatnich 5-6 tygodni, niewiele udało mi się zakończyć. Niemniej za gotowe mogę uznać obrazki zrobione z plastrów sosny, które mój tato uciął rok temu za pomocą piły łańcuchowej. Suszyłam je przez rok w komórce tak skutecznie, że aż zaszły pleśnią, ale wyczyściłam, pomalowałam, nakleiłam obrazki i są.




Rodzice wymyślili, że różne takie powieszą sobie w domku na działce. Czemu nie?

No i nareszcie skończyłam pokrowiec na składany, okrągły fotel, który fajny jest i wygodny, niestety w czerwonym, do niczego nie pasującym kolorze. Zrobienie tego pokrowca to nie była łatwa dla mnie sprawa, najpierw zaczęłam robić taką okrągłą, 12-ramienną gwiazdę, ale ze względu na kształt fotela wcale się nie układało, więc sprułam i zaczęłam robić sześciany z mocnym postanowieniem, że jak się nie uda, to rzucam to w diabły, trudno się mówi.

Z efektu rzec można jestem zadowolona, choć trzeb jeszcze przetestować, czy po wciągnięciu gumy będzie się ściągać.


niedziela, 26 maja 2013

Zazdrostka czy lambrekin

w róże - skończyłam w zasadzie szybko i od niechcenia - z włóczki Koral 18 - typu kord, ma tę zaletę, że jak się rozprasuje na mokro i gorąco, to trzyma kształt, nie trzeba naprężać ani naciągać, a wygląda całkiem ładnie. Trudno jest zrobić zdjęcie w oknie, mam dwie wersje, jedna w ciągu dnia, druga o zmroku. 
Widać wzór, ale koloru już nie - no cóż lepiej się chyba nie da.

czwartek, 23 maja 2013

Turkusowy oraz motywy z Green Gate

To jeszcze nie koniec serii, ale oto kolejne sztuki
Okrągłe kartonowe pudełko, te róże nie są najlepsze, ale cóż na błędach się człowiek uczy
Duża puszka po cukierkach Quality Street, reliefowa przykrywka była pewnym wyzwaniem, ale efekt, uważam, jest całkiem ok
Konewka wyszła natomiast całkiem fajnie
Wielka drewniana klamerka ma niestety rozciągniętą sprężynę, utraciła zatem całkowicie swoją funkcjonalność
Taca z motywem Green Gate mam nadzieję nie tylko będzie zdobić ale i służyć do przenoszenia - jest całkiem spora i ma dobry, kwadratowy kształt

No i donica z motywem Green Gate do kompletu
Oto wszystkie ostatnio wykończone przedmioty razem
A tak spróbowałam wykorzystać je na oknie, niestety słabe, ciemne zdjęcie, trudno jest zrobić pod światło

środa, 15 maja 2013

Okres turkusowy.

Ten kolor nieustannie i bardzo podoba mi się. Będzie jeszcze sporo rzeczy w tej kolorystyce, gdyż namieszałam go sporo. Najpierw był dosyć ciemny, intensywny, potem domieszałam bieli, więc jest go jeszcze więcej.  Kolor chyba nieustannie modny, występuje w produktach green Gate i zresztą nie tylko. Oto pojedyncze sztuki, które udało mi się zakończyć, ale mam całkiemwiele w trakcie, więc to nie koniec zdjęć. Będą sobie przychodzić pomału w miarę zakańczania.
Doniczka
Puszka po kawie
Wiaderko



piątek, 10 maja 2013

Kołnierzyk

Mam taką dobrą koleżankę, która poprosiła mnie o szydełkowy kołnierzyk. Ponieważ wyjeżdżałam, to szybko szybko próbowałam coś znaleźć i niestety, wzór, który wynalazłam nie był za dobry, więc kombinowałam, rzeźbiłam w brązowej substancji i wyszło to co niżej. Jak dla mnie średni udane, bardziej kryza niż kołnierzyk, koraliki kiepsko dobrane, bo prawie nie widać. Nie jestem szczególnie zadowolona, ale wysłałam już. Nastepny postaram się zrobić lepiej, będę posiłkować się radami Antoniny. 

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Śliniaczek dla dziewczynki

Wczoraj była u nas przyjaciółka - zostawiła swojego pieska, który będzie z nami w czasie jej urlopu. Tylko czekać, kiedy urodzi jej się wnuczka, termin właściwie już jest. Wspomniała, że fajnie byłoby, gdyby wnusia dostała szydełkowy śliniaczek, więc go zrobiłam.





  

To dla jej pierwszego wnuka zrobiłam karuzelę i wiele innych zabawek szydełkowych.

W 2011 roku wychodziła za mąż wujcia siostra, już wtedy wg. dawnych standardów stara panna (wtedy 35 lat), za jeszcze starszego kawalera (42 lata). Do ślubu umyślili sobie jechać naszym samochodem, ale zaproponowaną dekorację - lalkę Barbie w szydełkowej sukni (taki sobie oldschool wymyśliłam) odrzucili z pogardą. Przykro mi bylo.
Ona mieszkała w naszym polskim mieszkaniu, tylko za opłaty, które są niewielkie. Po ślubie postanowili tam zostać, jednak w zeszłym roku w grudniu wyprowadzili się.
Zatem na gwiazdke byliśmy znowu sami u siebie. Szukając czegoś w szufladzie pod łóżkiem natknęłam się na zmięty i stłamszony szydełkowy sznurkowy koszyczek i szydełkowe jajka, które dałam im przy okazji Wielkanocy. Znowu bylo mi przykro, moglam przeciez dac komus, kto by sie ucieszyl.
Teraz będą chrzciny dziecka i choć urocze wydają mi się różne szydełkowe zabawki, ubranka itp. dla niemowlaków, nie zrobiłam nic - po prostu wiem, że nie każdy lubi i docenia, a może chodzi o to, że to ja? W ogole sie na nich zacielam i na te chrzciny nie chce mi sie jechac jak nie wiem co, a wujcio sie na mnie zlosci, ze przesadzam. On ma byc chrzestnym. Pewnie by chcial, bym cos zrobila, ale wie, ze nawet nie ma co wspominac.
No cóż, jestem wredna, pamiętliwa i małostkowa i choc rozumiem, ze niektorzy wala afront za afrontem tylko dlatego, ze w ogole sie nad tym nie zastanawiaja i nie rozumieja, o co komus chodzi, to jakos trudno mi to przyjac za dobra monete. Wiem, to moja wina ale nie moge sie przelamac.
Tak sie wiec pozalilam.