Followers

niedziela, 30 września 2012

Ostatni dzień września

A przed nami pół roku ciemności, deszczów, zimna i w ogóle wszystkiego co najgorsze.
Dobrze, że człowiek ma swoje hobby.  Pewnie niedługo zacznę ozdoby świąteczne.
Na razie zrobiłam czapeczkę dla mojej przyjaciółki, mam nadzieję, że będzie pasować. Odkurzyłam druty, jak widać. Umiem robić na drutach, ale po prostu wolę szydełkiem. Najgorzej, jak trzeba pruć, bo potem jest zbieranie oczek, a tego nie lubię.



Dzianiny ciągle modne, na przykład puf w ILVA (599 koron)

w Illums Bolighus (prawie 1300 koron za poduszkę 69x69 cm!!!!)
A tu cały wybór z by nord

 

Tak więc druty w dłoń, obrabiamy stare pufy i poduszki. Nikt pewnie tego od nas nie kupi, nawet za ćwierć ceny, ale możemy zrobic coś sobie lub znajomym.

A co do moich doniczek, to zostało mi tylko kilka warstw lakieru do nałożenia. Tym razem robie to za pomocą poliuretanu, zatem tylko 1 warstwa dziennie.



poniedziałek, 24 września 2012

Mamy kalendarzową jesień

Porami roku żyję... No niestety, dni coraz krótsze, wstaję po ciemku...
Choć mam wrażenie, że wszystko opóźnione w tym roku, pomidory na krzaczkach, choć w szklarence, dopiero co zaczynają się czerwienić.
Cośtam cały czas dłubię, a jakże.
Może od końca - dla wujcia wydziergałam na drutach czapeczkę - oglądaliśmy film "Ze slumsów na Harvard" (Homeless to Harvard), gdzie główna bohaterka miała właśnie taką czapeczkę:

i wtedy wujcio stwierdził, że taka oto czapeczka by mu się podobała. Szczerze mówiąc zdjęcie znalazłam dopiero teraz, jak piszę tę notkę i próbuję sobie przypomnieć jak to było, ale chyba udało mi się oddać klimat tego nakrycia głowy (nieco)

Film swoją drogą polecam.
Swojej znajomej bardzo fajnej, a moze to już przyjaźń, zrobiłam sznurkowy naszyjnik w jej ulubionych fioletach oraz takie coś na szyję, bo ona lubi sobie kręgosłup szyjny grzać. Ten coś to mniej udany produkt, ale jest już to jest.

A dla mojej przyjaciółki naj od ponad 20-tu lat odnowiłam jej chustecznik - tak, to mój pierwszy, jakoś nie robiłam nic takiego wcześniej.

 Miało być w kolorach i wzorach wiosennych - no to jest.

Teraz zabieram się za wykańczanie tych doniczek, które wiosną uległy zniszczeniu ze względu na niewłaściwe ich przygotowanie. Musiałam więc wszystko obedrzeć i zrobić na nowo. No cóż bywa.
Pozdrawiam.





sobota, 8 września 2012

Lato się kończy

to widać, slychać i czuć, cytując Kubę Sienkiewicza. A mnie jest szkoda lata... Lubię jesień, z owocami, grzybami, ale myśl o zimie, długiej, ciemnej i ponurej napawa mnie przerażeniem. Tak jest co roku.

W czasie urlopu cośtam dłubałam. Sporo drobiazgów, było trochę zamówień na misie, a także na Angry Bird. Zainteresowania misiami nie przewidziałam, więc nie miałam materiału. Takie maskotki udało mi się popełnić:









Zakończonym projektem jest pilotnica czyli tzw. remote holder - zobaczyłam coś takiego w IKEA, założone na taką sofę, jak my mamy, obejrzałam jak to jest zamontowane i mam.  Kluczem jest umieszczenie na końcu metalowego pręta, który będzie obciążał i fiksował część znajdującą się na wewnętrznym boku kanapy. Mam w planie zrobić jeszcze jedną taką kieszonkę, ale muszę dokupić czarnej bawełny.


W czasie długiej i nudnej podróży do domu, z braku lepszego pomysłu zrobiłam pojemniczek ze sznurka lnianego, któy usztywniłam wikolem i muszę z przykrością stwierdzić, że jest to projekt nie za bardzo udany. A to wszystko przez to, że zrobiłam na oko, a nie pod konkretną sztywną formę. No trudno. Wielkością pasuje do paczki serwetek, więc niech będzie.

Na zdjęciu wygląda lepiej niż w rzeczywistości.
Pierwszy tydzień po urlopie miałam bardzo napięty. Dużo zebrań, dużo pracy, w domu też trzeba się było ogarnąć. W ten weekend planuję zająć się ogródkiem.

Chciałam tylko powiedzieć, że zaglądam do Was, moje drogie, tylko z komentowaniem u mnie na bakier. Postaram się nadrobić!

czwartek, 9 sierpnia 2012

produkcja niemal hurtowa

przed wyjazdem. Dla mojej przyjaciółki pudełeczko z jej ulubionym obrazem Henryka Weyssenhoffa "Wiosna" oraz wiosennymi motywami. Dla różnych znajomych ikonki oraz miseczki i talerz, te ostatnie to takie średnio udane. Dla rodziców moich taca, eksperyment z kolorem i malowanie lakierem poliuretanowym. Na koniec kartonowe pudełeczko oklejone serwetką, dużo. pracy kiepski efekt. Naprawdę nie wiem, czy zrobiona z super cienkiego kordonka chusteczkowego poprawi wygląd. ale cóż błędy są wliczone.

czwartek, 19 lipca 2012

Lato to w tym roku goście i remont

Remont szczęśliwie zakończony i to z dobrym efektem, produkt uboczny to porządek w kuchni jakiego dawno nie było.
A drzwi się u nas niemal nie zamykają - ledwo pojechał mój brat z familią, a już pojawiła się moja teściowa.

Przez to mało się działo na robótkowej niwie, zwłaszcza dekupażowej.
W tej chwili jestem w trakcie lakierowania trzech, a może czterech rzeczy: przybornika na długopisy czy inne takie, dwóch segregatorów oraz tacki. Potrzeba jeszcze wielu warstw lakieru, ale pokażę jak wyglądają.
jeżeli chodzi o tackę, to kupiłam ją na wyprzedaży staroci, była przez kogoś pomalowana, oklejona obrazkami z gazety, myślę, że to niezbyt udana praca szkolna jakiegoś dziecka była. Usunięcie tych wszystkich warstw kosztowało mnie dużo pracy.

wtorek, 3 lipca 2012

Jeszcze jedne skarpetki

Bardzo wam dziękuję Juto, Alex, Beatko i Urszulo za zachęcające komentarze na temat skarpetek. Mnie skarpetki wydają się czymś banalnym, pamiętam czasy, gdy skarpetki robiło się bo taka była potrzeba. Mistrzem skarpetek była i do dziś jest moja babcia. Dla mnie poświęcenie tyle czasu i energii na zrobienie skarpetek wydało się śmieszne. Przy robieniu pierwszej prułam, poprawiałam i ciągle nie byłam zadowolona. Potem byłam nerwowa, czy wyjdą jednakowe. Obdarowany wydał się spontanicznie zadowolony, choć może to tylko moje odczucie.
W każdym razie zrobiłam drugie również jako drobny prezent okolicznościowy i na razie koniec ze skarpetkami, choć ku własnemu zaskoczeniu stwierdziłam, że przyjemnie się takie skarpetki robi.
Tak wyglądają

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Tylko się ze mnie nie śmiejcie

jak zobaczycie, co ja tutaj pokazuję.
Tak, zrobiłam skarpetki. Osobiście nie przepadam za skarpetkami robionymi ręcznie, zawsze są za szerokie, za luźne i w ogóle.
Tak się stało, że ktoś w pracy zrobił mi wielką przykrość, może nie specjalnie i wcale nie chciał mnie dotknąć, ale tak wyszło. A potem powiedział, że najbardziej to by chciał takie skarpetki ręcznie robione. Niebieskie. Zrobiłam. Chociaż jak pomyślę, to ciągle mi przykro. Skarpetek nie robiłam chyba od 25 lat i zapomniałam. Wyszły ok, prawda?
Jeszcze jedne zrobię, bo tak naprawdę potrzebne są mi dwa drobne prezenty i właściwie ten pomysł ze skarpetkami dobry jest i jak już rozpracowałam jak zrobić w miarę zgrabną piętę, to fajnie mi się robiło i nawet wyszły w miarę jednakowe.
Remont kuchni można uznać za zakończony. Przy okazji udało mi się uporządkować różne zakątki.

środa, 20 czerwca 2012

TUSal czerwiec

Przez wyjazdy wizyty i różne takie zapomniałam o TUSalu w maju. Dzisiaj TUSal z pąkami wiciokrzewu, który zakwitnie po raz pierwszy od 3 lat.

niedziela, 10 czerwca 2012

Juz czerwiec

 Organizer na wieszaku moge chyba uznac za skonczony.Jest to prototyp, wiec na pewno jest miejsce na pewne poprawki i ulepszenia, ale ogolnie uwazam projekt za w miare udany.


Listownik jest juz gotowy od pewnego czasu, wisi. Na razie przerwa, bo mam remont kuchni.


Miseczki + tak sobie malnelam dla zabawy i w celu cwiczenia techniki, dalam je mojej przyjaciolce, gdy byla u nas niedawno w odwiedzinach.









Jak napomknelam, na razie remont. Troche znudzil mi sie juz kurz.