Choć mam wrażenie, że wszystko opóźnione w tym roku, pomidory na krzaczkach, choć w szklarence, dopiero co zaczynają się czerwienić.
Cośtam cały czas dłubię, a jakże.
Może od końca - dla wujcia wydziergałam na drutach czapeczkę - oglądaliśmy film "Ze slumsów na Harvard" (Homeless to Harvard), gdzie główna bohaterka miała właśnie taką czapeczkę:
i wtedy wujcio stwierdził, że taka oto czapeczka by mu się podobała. Szczerze mówiąc zdjęcie znalazłam dopiero teraz, jak piszę tę notkę i próbuję sobie przypomnieć jak to było, ale chyba udało mi się oddać klimat tego nakrycia głowy (nieco)
Film swoją drogą polecam.
Swojej znajomej bardzo fajnej, a moze to już przyjaźń, zrobiłam sznurkowy naszyjnik w jej ulubionych fioletach oraz takie coś na szyję, bo ona lubi sobie kręgosłup szyjny grzać. Ten coś to mniej udany produkt, ale jest już to jest.
A dla mojej przyjaciółki naj od ponad 20-tu lat odnowiłam jej chustecznik - tak, to mój pierwszy, jakoś nie robiłam nic takiego wcześniej.
Teraz zabieram się za wykańczanie tych doniczek, które wiosną uległy zniszczeniu ze względu na niewłaściwe ich przygotowanie. Musiałam więc wszystko obedrzeć i zrobić na nowo. No cóż bywa.
Pozdrawiam.
Piękna czapeczka - prawie jak oryginał :) ewa
OdpowiedzUsuńCzapka jest super.No i najważniejsze,że zainteresowany jest zadowolony.
OdpowiedzUsuńNaszyjniki bardzo fajne. Mnie wpadło w oko jak to określiłaś "takie coś na szyję":)))
Bardzo mi się spodobało.No a chusteczniki prezentują się cudownie. Są takie delikatne i subtelne.
U mnie również jasień już króluje na całego.Na razie ta piękna złota ze słońcem.
Ale mnie jest bardzo szkoda lata:((
Pozdrawiam bardzo cieplutko i słonecznie.
O!Jakże podobaja mi sie oba naszyjniki!
OdpowiedzUsuń